Tatusiu... Przyjechałam do Mamy niedawno. Powiedziała mi, że jej się śniło, że ją budzisz tak jak zwykle i odkąd wstała to chodzi i płacze... za wcześnie od niej odszedłeś... dbałeś o nią do końca, dwa dni przed śmiercią byłeś przecież u lekarza po leki dla Mamy... a ona mówi teraz, że ich nie bierze, że nie będzie brać leków ani jeść... obiecuję Ci Tato, że zajmę się Mamą, że zrobię wszystko, aby jej życie miało dalej sens. Chociaż samej jest mi ciężko ;( dlaczego Bóg mi Cię zabrał? Do czego Cię potrzebował? To ja Cię potrzebuję, tutaj, na ziemi... Dlaczego niektórzy mają rodziców do późnego wieku, a ja nam tylko 25 lat i już Cię straciłam... miałeś tylko 56 lat :( chciałeś jeszcze wrócić do pracy, wybudować mi dom, oglądać swoje wnuki i cieszyć się emeryturą... to wszystko Ci się należało bo całe życie ciężko pracowałeś. Dlaczego, Tato...?
O 11.30 jedziemy do szpitala, zobaczyć Cię po raz ostatni i poznać przyczynę Twojej śmierci. Podobno miałeś słabą krew, a całe życie byłeś przecież tak silny... chciałam nawet być dawcą szpiku dla Ciebie, gdyby tylko było to możliwe... oddałabym za Ciebie wszystko Tato, a teraz muszę żyć niewiadomo ile lat bez Ciebie... Nic gorszego mnie już w życiu nie spotka :( przestałam się bać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz