środa, 12 sierpnia 2015

Dziś noc Perseidów...

Tato, dziś ma być noc spadających gwiazd.

11 lat temu siedziałam z Mamą na podwórku i liczyłyśmy gwiazdy... Miałam wtedy jedno życzenie - żeby zostać parą z chłopakiem, który mi się spodobał. Naliczyłam wtedy około 30 spadających gwiazd, a cztery dni później zostaliśmy parą.

Rok temu wieczorem pożegnałam się z Pawłem, stałam na balkonie i liczyłam kolejne gwiazdy... Paweł szedł wtedy do domu i w pewnym momencie razem napisaliśmy smsy, że zobaczyliśmy spadającą gwiazdę... Wtedy prosiłam o szczęśliwe życie z nim oraz o udany ślub i wesele, które miały odbyć się za 4 dni...

W dzisiejszą noc, noc spadających gwiazd, po raz pierwszy nie wiem o co mam prosić. Zabrano mi to, co w moim życiu było najważniejsze. Cokolwiek przyziemne, nie ma już znaczenia. Nie będę już o nic prosić. W życiu dano mi wiele szczęścia, Ty mi je dałeś Tato. Miałam poukładane życie, mam kochającą rodzinę, fajną pracę, kochanego Męża. I co z tego? Gdybym wiedziała, że przyjdzie mi za to zapłacić taką cenę... Wolałabym inne życie, ale jak najdłużej z Tobą Tato.

W tym roku, w pierwszą rocznicę ślubu, mieliśmy pojechać nad jezioro, pozwiedzać Sandomierz i odpocząć, powspominać nasze wspólne lata. Niestety Tato, nie doczekałeś naszej rocznicy. Już zawsze sierpień będzie mi się kojarzył nie tylko z naszym ślubem, ale z Twoim odejściem Tato...

Dlaczego?... Dlaczego tak wcześnie... Czy Bóg potrzebował Cię, żebyś teraz bronił nieba? Przecież my Cię potrzebujemy tutaj, kto nas teraz obroni? Tato...

Czwarty dzień bez Ciebie, Tato...

To już czwarty dzień bez Ciebie... Musiałam dokładnie policzyć, bo nie pamiętam co robiłam w niedzielę, poniedziałek i wtorek... Z ostatnich dni pamiętam tylko momenty, nie potrafię złożyć ich w jedną całość. Staram się poskładać te chwile razem, ale to trudne. Zapisuję te wydarzenia, żeby o nich nie zapomnieć, bo umysł podobno wypiera te złe chwile z pamięci... A ja chcę wszystko pamiętać. Przypominam sobie ostatnią chwilę, kiedy Cię widziałam i tak żałuję, że nie zostałam z Tobą... Prosiłeś, żeby pójść, bo bardzo źle się czułeś. Myślałam, że dostaniesz kilka kroplówek i kolejnego dnia będziesz silniejszy. Nikt nie spodziewał się, że odejdziesz :(

"Pacjent zmarł o siódmej pięć" - te słowa to najgorsza rzecz jaką w życiu usłyszałam. Pisałam Ci już, że niczego się nie boję, prawda? Wiem, że Ty czekasz po drugiej stronie i będziesz czuwał teraz nad nami. Ciocia wczoraj powiedziała, że jesteś teraz ze swoją ukochaną mamą, dla której zawsze byłeś "małym Jasiem". Głęboko wierzę, że tak właśnie jest.

Nasza Mama jest bardzo silna. Podziwiam ją, bo lepiej się trzyma niż ja. Chciałabym zrobić wszystko, żeby nie martwiła się teraz przyziemnymi sprawami i przysięgam Ci, że się nią zajmę. Wiem, że nie chciałbyś teraz naszej rozpaczy, chciałbyś żebyśmy wrócili do "normalnego" życia. Ale Tato... To życie już nigdy nie będzie dla nas normalne :( Gdy policzyłam ile lat mogę jeszcze żyć to poczułam przerażenie, bo jak przeżyć tyle lat bez połowy serca? Bez Taty... A może też odejdę szybko i niespodziewanie, po cichutku, tak jak Ty Tato...

Od wczoraj bardzo dokucza mi ból w stawach i ból tej narośli, którą mam na klatce piersiowej. Podejrzewam, że to ma podłoże nerwowe. Paweł powiedział, żebym zmieniła lekarza i poszła gdzieś indziej, żebym nie leczyła się u tego lekarza co Ty Tato... Pewnie tak zrobię, tylko nie wiem jeszcze gdzie się przepisać. Muszę dbać teraz o swoje zdrowie bo muszę być zdrowa dla Mamy :*

Miałeś piękny pogrzeb Tato. Rodzina przyjechała do Ciebie z całego świata. Były władze gminne i dużo strażaków... Ksiądz powiedział kojące kazanie i było też przemówienie o Tobie i Twoich zasługach. Jestem z Ciebie bardzo dumna i zastanawiam się czy kiedyś Ci o tym powiedziałam? Chyba nie. Zupełnie nie wiem dlaczego, bo często czułam dumę na myśl o Tobie. Tyle dobrego zrobiłeś dla innych. Nie wymagałeś po tym żadnej wdzięczności ani zapłaty. Chciałabym być taka jak Ty. Obiecuję Ci, że będę Ci pisać o tym co robię, co się dzieje w moim życiu. Mam nadzieję, że te moje myśli docierają do nieba...

Zastanawiamy się z Pawłem czy nie wyjechać za granicę na dwa lata, żeby zarobić na ten nasz wymarzony dom, który mieliśmy budować wspólnie z Tobą Tato... Muszę go wybudować i zrobię to tak, jak Ty chciałeś. Paweł powiedział, żebym się nie martwiła, bo teraz Ty nam pomożesz z nieba i będziesz nadzorował prace na budowie. Tak będzie Tato, prawda? Gdy już będę miała swoje dzieci to obiecuję Ci Tato, że będę im o Tobie opowiadać, że będą Ciebie znały. Nie wyobrażam sobie na razie posiadania dzieci teraz, kiedy Ciebie nie ma. Nie wiem Tato jak teraz będzie.

Daj mi jakiś znak Tato, żebym wiedziała, że moje myśli docierają do Ciebie... Powiedz, że jesteś szczęśliwy tam po drugiej stronie, bo tylko taka myśl mnie trzyma przy życiu... Proszę :*

wtorek, 11 sierpnia 2015

Tatusiu... Przyjechałam do Mamy niedawno. Powiedziała mi, że jej się śniło, że ją budzisz tak jak zwykle i odkąd wstała to chodzi i płacze... za wcześnie od niej odszedłeś... dbałeś o nią do końca, dwa dni przed śmiercią byłeś przecież u lekarza po leki dla Mamy... a ona mówi teraz, że ich nie bierze, że nie będzie brać leków ani jeść... obiecuję Ci Tato, że zajmę się Mamą, że zrobię wszystko, aby jej życie miało dalej sens. Chociaż samej jest mi ciężko ;( dlaczego Bóg mi Cię zabrał? Do czego Cię potrzebował? To ja Cię potrzebuję, tutaj, na ziemi... Dlaczego niektórzy mają rodziców do późnego wieku, a ja nam tylko 25 lat i już Cię straciłam... miałeś tylko 56 lat :( chciałeś jeszcze wrócić do pracy, wybudować mi dom, oglądać swoje wnuki i cieszyć się emeryturą... to wszystko Ci się należało bo całe życie ciężko pracowałeś. Dlaczego, Tato...?

O 11.30 jedziemy do szpitala, zobaczyć Cię po raz ostatni i poznać przyczynę Twojej śmierci. Podobno miałeś słabą krew, a całe życie byłeś przecież tak silny... chciałam nawet być dawcą szpiku dla Ciebie, gdyby tylko było to możliwe... oddałabym za Ciebie wszystko Tato, a teraz muszę żyć niewiadomo ile lat bez Ciebie... Nic gorszego mnie już w życiu nie spotka :( przestałam się bać.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Tatusiu...

Kocham Cię :* nigdy Ci tego nie powiedziałam i tak bardzo tego żałuję... teraz pozostał mi tylko monolog do Ciebie, mam nadzieję, że zechcesz mnie od czasu do czasu wysłuchać. Moje życie skończyło się wczoraj około 10.30, gdy w szpitalu powiedzieli, że w nocy Twoje serduszko zatrzymało się i rano odszedłeś... nie byłam na to gotowa, nigdy bym nie była... ale Ty przecież do końca starałeś się prowadzić normalne życie. Wydaje mi się, że wiedziałeś więcej o swojej chorobie i nie powiedziałeś nam wszystkiego... Dlaczego? Wolałabym wiedzieć, że mogę Cię stracić... Mam nadzieję, że jesteś teraz w niebie i grasz w karty ze swoim Tatą a moim dziadziem, a babcia, której nie pamiętam jest razem z Wami i może pilnuje czy nie oszukujecie... Postaram się szybko przyjść do Ciebie, wczoraj chciałam za Tobą iść :( nie boję się śmierci, bo wiem, że Ty na mnie tam czekasz... tutaj jest Mama i Paweł, muszę jeszcze trochę tu pożyć dla nich, a potem przyjdę do Ciebie :* będę codziennie do Ciebie mówić, dobrze? Jak tylko jutro znajdziesz się na cmentarzu to będę do Ciebie przychodzić codziennie. Jutro przed pogrzebem jeszcze Cię zobaczę :* kocham Cię Tato!!! :*